Dajcie podwyżki, ale nie za darmo

Sytuacja w budżetówce zaczyna być naprawdę gorąca. Wbrew pozorom to dobry moment na trudne, niezbędne reformy – pisze „Puls Biznesu”.

ak napiętej sytuacji nie było od lat. Do protestujących od miesięcy lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli i górników w ostatnich dniach dołączyli celnicy. Strajkiem zaczęli grozić prokuratorzy. Czego się domagają? Oczywiście głównie pieniędzy. Lekarze specjaliści chcą zarabiać 7,5 tys. zł brutto, medycy bez specjalizacji — 5 tys. zł. Pielęgniarki żądają podniesienia pensji do poziomu średniej krajowej (niespełna 2,7 tys. zł brutto) dla początkujących i podwyżek dla pozostałych. Nauczyciele oczekują wzrostu płac o 600 zł dla stażystów i o 1,1 tys. zł dla najbardziej doświadczonych. Celnicy chcą natomiast podwyżki o 1,5 tys. zł.
Stać nas na to? Tak! — twierdzą eksperci. Pod warunkiem że wprowadzimy reformy w każdej z tych branż. A — paradoksalnie — dokonywanie zmian systemowych — szczególnie tych najbardziej niepopularnych — może się udać właśnie teraz, kiedy determinacja strajkujących jest na granicy wytrzymałości. Jeśli zgoda na podwyżki uzależniona będzie od reform, to przełknięcie przez zainteresowane grupy odebrania przywilejów (obciążających finanse publiczne i całą gospodarkę) będzie łatwiejsze. Wszystko zależy jednak od zdolności negocjacyjnych rządu i przygotowania odpowiedniej strategii do rozmów.

Więcej na ten temat w „Pulsie Biznesu”.