Rząd zapłaci za studia inżynierów. Dopłaty do studiów – stypendia.

Do 2013 r. Polska wyda aż 370 mln euro, by zapewnić naszej gospodarce specjalistów w strategicznych dziedzinach: technicznych, matematycznych i przyrodniczych.
Studenci dostaną bardzo wysokie stypendia – przekraczające tysiąc złotych miesięcznie – jeśli zdecydują się studiować na kierunkach wskazanych przez rząd. A uczelnie dostaną od rządu specjalne dopłaty – 14 tys. zł rocznie na każdego studenta, którego po obronie dyplomu będzie potrzebować gospodarka.

Pilotaż programu, który wczoraj ogłosiło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ruszy już w październiku. Na początek rząd zamawia na uczelniach 3 tys. absolwentów dziesięciu kierunków: inżynierii biomedycznej, mechatroniki, budownictwa, inżynierii środowiska, energetyki, elektrotechniki, mechaniki i budowy maszyn, automatyki i robotyki, matematyki i biotechnologii. Brak powiązania między rynkiem pracy, gospodarką i uczelniami to największa słabość polskiego szkolnictwa. Wytknęło nam to OECD w raporcie za 2007 r. Może uda się tę przepaść zasypać – chwali program prof. Jerzy Woźnicki, szef Fundacji Rektorów Polskich. Woźnicki podkreśla, że przed uczelniami kolejne zadanie: konsultowanie programów kształcenia z lokalnymi przedsiębiorcami. Bo bez tego absolwentom może zabraknąć koniecznych kwalifikacji.
Lista uczelni, które będą kształcić absolwentów na zamówienie rządu, ma być ogłoszona w czerwcu, ale już teraz wiadomo, że znajdą się na niej głównie państwowe politechniki i uniwersytety techniczne. Warunek: muszą zapewnić wysoką jakość edukacji i zwiększyć limity przyjęć na ważnych dla kraju kierunkach.

Rząd szacuje, że stypendia dostanie w tym roku 1,5 tys. przyszłych inżynierów. W kolejnych latach nawet kilkakrotnie więcej. Na pierwszym roku studiów stypendium otrzymają ci, którzy osiągnęli najlepsze wyniki na świadectwie maturalnym. W kolejnych latach będą decydowały wyniki nauki na studiach – tłumaczy minister nauki Barbara Kudrycka. Takie stypendium to gratka. Jest większe niż miesięcznie wypłacana rata kredytu studenckiego zaciągniętego w banku (600 zł). I wyższe niż minimalne wynagrodzenie w kraju (trochę ponad 700 zł na rękę).

Absolwenci kierunków zamawianych nie zderzą się z bezrobociem. Według danych GUS pod koniec pierwszego półrocza 2007 r. na rynku czekało prawie 31 tys. wolnych miejsc pracy dla specjalistów i pracowników technicznych średniego szczebla. Prognozy TNS OBOP mówią, że w 2009 r. gospodarce będzie brakować 55 tys. inżynierów. Pięć lat później już 76 tys.

Dziś absolwenci kierunków technicznych stałą pracę dostają bez problemów już na trzecim czy czwartym roku studiów. Nikt nie spycha ich na słabo płatne staże. Od razu dostają etaty i obietnicę, że pensja będzie tylko rosła. O ile pierwsza pensja dla inżyniera nie przekracza 1,7 tys. zł brutto, to już po roku wzrasta nawet do 3 tys. zł. Ale w kolejnych latach podwyżki są mniej spektakularne, najwyżej 500 zł.

W dodatku eksperci od rynku pracy przestrzegają, że za kilka lat, kiedy na rynek wejdą zamówieni przez rząd absolwenci, inżynierskie pensje nie będą rosły tak lawinowo. Zadziała prawo podaży i popytu, trzeba być na to przygotowanym – mówi dr Kazimierz Sedlak z portalu Wynagrodzenia.pl.

Joanna Ćwiek, Magdalena Kula
POLSKA Dziennik Bałtycki
za: wp.pl