Kryzys wyrzuca na bruk

Polska Dziennik Łódzki | 14.01.2009 | 07:59

Jeszcze niedawno cieszyli się z nowej pracy. Byli tacy, którzy chodzili za nią przez długie lata. Dziś znów płaczą – po jej utracie. Niestety, kryzys nas nie rozpieszcza. Po sześciu tłustych latach, bezrobocie znów rośnie, a zwolnienia sypią się jak z rękawa: Wielton, ZUGiL, Pioma, Rafan, Próchnik…
W rawskiej fabryce gwoździ Herco bomba wybuchła pod koniec roku. Na bruk poszła cała zmiana. 50 osób, głównie z produkcji i magazynu. Wśród nich pan Janusz.

Słyszeliśmy o kryzysie, ale nie sądziliśmy, że nas dotknie – opowiada mężczyzna. Dopiero kiedy zaczęły przeciekać informacje, że leci nam sprzedaż, zorientowaliśmy się, że bez zwolnień się nie obędzie. Jednak nikt nie przypuszczał, że pracę straci tak wielu – załamuje ręce pan Janusz.

Mężczyzna pracował na produkcji w Herco od trzech lat. Kiedy stracił pracę, poszedł do pośredniaka. Okazało się, że za późno. Koledzy byli szybsi. Ci, którzy zarejestrowali się pierwsi, znaleźli już zajęcie. Dla pozostałych nie ma pracy. Zwłaszcza że i inni zwalniają. 20 osób straciło pracę w fabryce narzędzi Rafan, 26 zwolnił Dobropasz z pobliskiego Babska, ponoć kilkanaście osób jest na wymówieniu w Metalbudzie. Jakby tego było mało, po pracowników nie zgłosił się do pośredniaka irlandzki Kingspan. Producent płyt warstwowych miał ich wziąć do nowo wybudowanej hali do końca roku.

Liczba bezrobotnych rośnie w woj. łódzkim już drugi miesiąc z rzędu. 31 grudnia w pośredniakach było zarejestrowanych 99.191 osób bez pracy. Miesiąc wcześniej – 94 tys., zaś na przełomie października i listopada – 92 tys. Do tego momentu przez 6 lat liczba ta zmniejszała się w tempie nawet 4 tys. osób miesięcznie.

Pod koniec 2008 r. bezrobocie w woj. łódzkim wynosiło 8,8 proc. Według czarnego scenariusza w najbliższych miesiącach wzrośnie do 11 proc. Według nieco bardziej optymistycznego, do 10 procent – prognozuje prof. Elżbieta Kryńska, kierownik katedry polityki ekonomicznej Uniwersytetu Łódzkiego.

To oznacza, że armia bezrobotnych wzrośnie o 20 do 30 tys. ludzi. Zdaniem prof. Kryńskiej, szczególnie zagrożona jest branża motoryzacyjna, która gwałtownie traci zamówienia. W woj. łódzkim wprawdzie samochodów się nie produkuje, ale jest wiele firm wytwarzających osprzęt i komponenty. Wieluński producent naczep Wielton już przeprowadził redukcję – od listopada do grudnia pracę straciło 200 osób. Kilkusetosobowych zwolnień bała się załoga łódzkiej fabryki samochodowych uszczelek Hutchinson. Na razie jednak władze firmy dementują krążące po firmie pogłoski.

Oprócz tego problemy będą miały firmy budowlane, producenci AGD i przemysł ciężki. O prawdziwości tej bolesnej prognozy przekonali się na własnej skórze pracownicy spółki Pioma Industry z Piotrkowa (to firma wydzielona z Fabryki Maszyn Górniczych). W tym tygodniu prezes Wojciech Wrona poinformował związki zawodowe, że zaplanowana na ten rok redukcja dotknie aż 300 osób. To 60 proc. wszystkich zatrudnionych. Powód? Oczywiście kryzys. Załoga nie może się z tym pogodzić. Informacje o kryzysie to woda na młyn dla pracodawców, dla których jest to doskonały pretekst, by przeprowadzić zwolnienia grupowe – wzdycha Czesław Skulski, szef „Solidarności” w Piomie.

Ucierpi też, i to bardzo, branża odzieżowa. W regionie działa ponad 50 tys. firm, zajmujących się produkcją oraz handlem odzieżą i tekstyliami. Co trzecia może mieć poważne problemy. Późną jesienią zwolnienia grupowe w branży objęły ponad 600 osób, m.in. w łódzkim Próchniku i Wartateksie z Szadku. Kolejne dni przynoszą następne złe nowiny.

Do końca kwietnia w Łowiczu pracę straci większość z 263 pracowników duńskiej firmy odzieżowej Kodan. Załoga właśnie się dowiedziała, że zakład zostanie zlikwidowany do września. Firma działała od 20 lat.
Mam umowę o pracę do 2012 r. Kiedy dowiedziałem się, że będę pracował tylko do końca lutego, przeżyłem szok – mówi jeden z pracowników Kodanu. Ludzie są przybici, bo boją się, że nie znajdą nowej posady. Najgorzej mają małżeństwa, które razem pracują w naszej firmie. Niebawem mogą zostać bez środków do życia.

Władze firmy tłumaczą, że zwolnień nie da się uniknąć. Po prostu zabrakło zamówień z Zachodu. Szefowie powiedzieli, że zakłady naszej grupy przyniosły w ubiegłym roku straty rzędu 4 mln zł, a w tym roku byłoby jeszcze gorzej – mówi inny pracownik Kodanu.

To niejedyne zwolnienia w przemyśle lekkim w Łowiczu. Pracę straciło też 150 osób zatrudnionych w Synteksie. A jeszcze rok temu pisaliśmy, że firma podniosła wynagrodzenia najlepszym dziewiarzom o 100 procent…

Ekonomiści są zgodni, że kryzys najlżej ze wszystkich miast regionu dotknie Łódź, która w ciągu ostatnich 20 lat przeszła transformację od monokultury, opartej na przemyśle lekkim, do bardziej zróżnicowanej gospodarki.

Dzięki temu robotnik, tracący pracę na budowie kolejnego apartamentowca, będzie mógł szukać zatrudnienia przy nowych liniach Della. Zdaniem Marka Cieślaka, prezesa Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, w trudnych czasach dobrze poradzą sobie też Kutno, Radomsko, Stryków, Aleksandrów. Dużo gorzej może być w Sieradzu, odciętym od głównych szlaków komunikacyjnych i dużych inwestycji. Podobnie jak w Szadku, Warcie, Zduńskiej Woli.

Niewesoło rysuje się też najbliższa przyszłość w Wieluniu. 200 osób z Wieltonu to tylko początek fali. W ostatnich dnia grudnia pracę straciło tam blisko 200 osób, zatrudnionych w dwóch firmach, świadczącej usługi dla Zakładów Urządzeń Galwanicznych i Lakierniczych ZUGiL SA. W samym ZUGiL również szykują się poważne redukcje – w tym roku pracę może stracić stu pracowników.

Witold Jajszczok, rzecznik firmy, zapowiada, że zwolnienia dotkną osoby zatrudnione na produkcji i pracowników biurowych (55 osób).

W Wieluniu będzie też zwalniać fabryka świec zapachowych Korona, choć jak zapewnia Magdalena Szymala, dyrektor ds. zarządzania zasobami ludzkimi w Koronie, nie ma to nic wspólnego z kryzysem. Posady mają stracić pracownicy sezonowi.

Na szczęście prof. Elżbieta Kryńska nieco uspokaja: Mimo wszystko jestem optymistką. Większość ekonomistów uważa, że już w drugiej połowie tego roku będzie widać pierwsze symptomy poprawy. Poza tym nasz region przeszedł pozytywne zmiany, jest lepiej przygotowany na kryzys niż kilka lat temu. W tym roku na rynek pracy wejdzie też mniej absolwentów. Szkoły będzie opuszczał jeden z roczników niżu demograficznego. To złagodzi skutki kryzysu.

za: P. Brzózka, (pz)
POLSKA Dziennik Łódzki