Lukratywne etaty czekają na specjalistów z dyplomem

Nie budujemy nowych mostów, dróg i obwodnic. Grozi nam, że długo jeszcze ich mieć nie będziemy. I to wcale nie dlatego, że nie ma na nie pieniędzy. Powód jest inny – brak fachowców. Emigracja i boom gospodarczy wyssały z rynku specjalistów. Obecnie brakuje 30 tys. inżynierów. Już za rok liczba wakatów wzrośnie do 55 tys. – wynika z najnowszych badań TNS OBOP przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Notorycznie brakuje specjalistów na stanowiska menedżerskie w budownictwie – mówi Magdalena Jóźwik z Banku Danych o Inżynierach, firmy zajmującej się rekrutacją pracowników. Połowa przedsiębiorców pytanych przez OBOP twierdzi, że główną przyczyną problemów ze znalezieniem wykwalifikowanych specjalistów jest emigracja zarobkowa. Ci, którzy zostają, chcą zarabiać tyle, co ich koledzy za granicą, a to – zdaniem pracodawców – także jeden z głównych powodów wakatów na stanowiskach dla inżynierów. Nie wszystkie firmy są bowiem w stanie spełnić ich wymagania płacowe.

Na świeżo upieczonych absolwentów politechnik czekają pensje często o co najmniej 50 proc. wyższe od średniej krajowej, czyli ok. 4,5 tys. brutto. Znacznie wyższe są dla kierowników budów, bo to zwykle specjaliści z co najmniej kilkuletnim stażem. Mogą liczyć na pensje sięgające nawet 20 tys. zł brutto.

Póki co, braki są do tego stopnia dotkliwe, że wiele firm decyduje się na zatrudnienie studentów. Coraz częściej sięgamy po osoby z czwartego roku wyższych uczelni. Nowo zatrudnieni kończą studia i zdobywają tytuł magistra, już pracując – mówi Jolanta Kondraszuk, specjalista ds. pracowniczych w Mostostalu Warszawa. W tej chwili firma poszukuje m.in. kierowników budów, specjalistów ds. ofertowania, czyli inżynierów, którzy zajmują się tworzeniem ofert na przetargi.

Tylko w ubiegłym roku Mostostal zaoferował 80 nowych miejsc pracy dla inżynierów. W tym roku będzie potrzebował kolejnych. Firma właśnie wygrała przetarg na budowę obwodnicy w Białej Podlaskiej i mostu we Wrocławiu. By rozpocząć te prace, musi zatrudnić kilkunastu inżynierów z różnym stażem pracy i doświadczeniem zawodowym.

Na stronach prawie każdej firmy zatrudniającej specjalistów z dyplomem technicznych kierunków w kieszeni można znaleźć dziesiątki ofert pracy. Skanska szuka kilkunastu menedżerów, którzy poprowadzą budowy w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie. Ma etaty m.in. dla kierowników robót technicznych, kierowników robót instalacyjnych i inżynierów elektryków, także na stanowiska kierownicze. IBM również zachęca do składania CV.

Rokrocznie zatrudnia kilkuset nowych fachowców. Aby znaleźć pracowników, firmy muszą liczyć się z wydawaniem na ich pensje coraz większych pieniędzy. Jeszcze w połowie ubiegłego roku za takie samo stanowisko pracodawcy płacili średnio o 10-15 proc. mniej – mówi Magdalena Jóźwik. Dodaje, że od 2005 roku średnia pensja inżyniera w województwie mazowieckim (liczona wraz z pensją nowo zatrudnionych absolwentów) wzrosła z 4420 zł do 4882 zł w lutym tego roku. Średnia pensja – według danych GUS – wynosi teraz 3032 zł.

Specjaliści ds. zatrudnienia podkreślają, że nie jesteśmy już krajem z tanią siłą roboczą. Polscy fachowcy stali się wybredni nawet wobec propozycji z Zachodu, które do niedawna dla wielu były szczytem marzeń. W listopadzie ubiegłego roku np. Niemcy otworzyli rynek pracy dla inżynierów. Poszukiwali informatyków. Okazało się jednak, że specjaliści od komputerów znad Wisły wcale nie spieszą się do przeprowadzki za Odrę.

Dobry informatyk programista może liczyć w Polsce na pensję sięgającą 14-15 tys. brutto. Za granicą dostaje często tyle samo, czyli 3,5-4 tys. euro, a koszty życia są dużo wyższe. Praca za granicą kusi jeszcze zupełnie młodych ludzi, bez stażu – mówi Magdalena Jóźwik. Bank Danych o Inżynierach oferował ostatnio pracę dla młodych informatyków programistów w Danii. Pensje sięgały 10 tys. zł. W Polsce na tym samym stanowisku można dostać na razie ok. 6 tys. zł, więc propozycja dla niektórych może być atrakcyjna.

Póki co, polscy inżynierowie mogą przebierać w propozycjach, a specjaliści ds. zatrudnienia coraz częściej muszą powtarzać, że oferowane przez nich zarobki podlegają negocjacjom. Wiedzą, że kiedy proponowane pensje są za niskie, na ofertę miesiącami nikt nie odpowiada.

Monika Gocłowska
POLSKA Gazeta Krakowska

za: wp.pl