Menedżerowie mają różne sposoby powiększenia swoich zarobków

Menedżerowie mają różne sposoby powiększenia swoich zarobków. Najczęściej korzystają z możliwości objęcia akcji spółki, którą zarządzają. W ten sposób większą kasę zgarnąć mogą także ci pracujący poza Warszawą.

Wejść do zarządu PKN Orlen i zarobić 2,5 mln złotych. Stanąć na czele Telekomunikacji Polskiej i zgarnąć ponad 2 miliony złotych. Trzymać władzę w KGHM Polska Miedź i dostawać prawie milion rocznie. W potocznym wyobrażeniu tak wyglądają szczyty menedżerskiej kariery. Najważniejsze spółki, największy prestiż i najwyższe wynagrodzenia – tak właśnie wyobrażamy sobie sukces.

W dużej mierze kierowanie flagowymi okrętami polskiej gospodarki faktycznie pokazuje pozycję zawodową. Daje też spore dochody. Przykładowo, prezes TVN Piotr Walter, zarobił w 2007 roku ponad 1,8 mln złotych. Jakby tego było mało, w ramach programu motywacyjnego otrzymał prawie 750 tys. opcji na zakup akcji firmy, których cena realizacji waha się między 8,66 zł do 11,68 zł w zależności od edycji programu motywacyjnego. Aktualny kurs akcji TVN na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wynosi ok. 16,31 zł. Jak łatwo policzyć, gdyby Piotr Walter mógł wykupić akcje teraz i od razu sprzedał je na giełdzie, zarobiłby 3,5 mln zł. Podobnej wartości premie otrzymali inni członkowie zarządu TVN. Zaglądając do ich portfeli warto jednak pamiętać o tym, że nie wszystkie opcje można zrealizować w tym samym czasie, oraz że cena akcji może się znacząco wahać, nierzadko niezależnie od wyników spółki. Kurs TVN spadł od marca 2008 roku o około 31%. O tyle też zmniejszyły się potencjalne zyski Piotra Waltera i jego kolegów z zarządu firmy. Jeśli trend utrzyma się, to prezes TVN na swoich opcjach nie tylko nie zarobi, ale nawet straci.
Bankowcy też mają się dobrze

Wymienione powyżej firmy – Orlen, TVN, KGHM czy TP SA to najważniejsze polskie spółki. Wysokie wynagrodzenia ich prezesów, członków zarządu czy Rady Nadzorczej są do nich niejako przypisane. Podobnie rzecz się ma w przypadku czołowych banków. Szef Citi Handlowego, Sławomir Sikora, zarobił w 2007 roku ponad 3,8 mln złotych. Dodatkowo, jak wynika z opracowania analityków serwisu GazetaPraca.pl, otrzymał akcje banku warte 604 tys. zł. Wielkich firm jest jednak niewiele, pula stanowisk do obsadzenia ogranicza się do pewnej określonej liczby, a menedżerów chętnych na poprawienie bilansu na swoim koncie – jest z pewnością znacznie więcej. Ograniczanie swoich aspiracji do niewielkiej grupy stanowisk znajdującej się na szczycie byłoby w ich przypadku nieracjonalne. Dlatego starają się wyciągnąć jak najwięcej z tych firm, w których akurat pracują.

Kasa nie tylko u gigantów w stolicy

Wart nieco ponad 100 milionów złotych katowicki Bipromet wydaje się być niewielkim przedsiębiorstwem w porównaniu z gigantami z Warszawy. Wynik ze sprzedaży tej spółki to w 2007 roku około 6,5 mln złotych. Wynagrodzenie prezesa firmy wydaje się być adekwatne do jej wielkości. Tomasz Sobol dostał bowiem w ubiegłym roku 257 tys. złotych pensji zasadniczej. Gdyby skończyło się tylko na tym, zaliczałby się do słabiej uposażonych menedżerów spółek giełdowych, znacznie poniżej średniej dla Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Jednak ćwierć miliona, które w ciągu roku lądują na koncie Sobola to nie wszystko. Decyzją akcjonariuszy prezes spółki oraz stojący na czele Rady Nadzorczej Tadeusz Baj, otrzymali prawo do wykupu akcji w cenie 0,1 zł za sztukę. Wartość akcji spółki wahała się między kwietniem a czerwcem od około 14,5 zł do niecałych 10 zł. Gdyby Sobol i Baj sprzedali swoje udziały w tym czasie, zyskaliby odpowiednio od 880 tys. do 1,25 mln zł w przypadku pierwszym, oraz od 1,4 mln do 2 mln zł w drugim.

Podobnie jest w przypadku szefa katowickiego Energoprojektu. Prezes zarabia tam 673 tys. złotych rocznie. Jest więc mniej więcej w połowie stawki menedżerów spółek giełdowych. Skutecznie jednak powiększa swoje dochody korzystając z prawa do kupna pół miliona akcji przedsiębiorstwa w cenie 0,2 zł za sztukę. 9 września akcje Energoprojektu na GPW notowane były po około 1,3 zł. Gdyby więc prezes Jabłoński sprzedał je wszystkie w tym dniu zarobiłby dodatkowo około 650 tys. zł.

Motywacja, a przywiązanie

Wynajęci przez właścicieli menedżerowie dostają z reguły swoje akcje w ramach programów motywacyjnych. W teorii głównym celem tego rodzaju rozwiązań jest przywiązanie kadry kierowniczej do firmy i ukierunkowanie ich działań na długi termin. W praktyce chodzi o to, żeby menedżerowie chociaż w części mieli cele zbieżne z celami właścicieli. Stąd uzależnienie wypłaty premii lub otrzymania akcji, opcji na akcje itd. Przeważnie też menedżer nie ma pełnej swobody w obrocie swoimi udziałami. Stosowane są zabezpieczenia w rodzaju odroczonego terminu wykupu lub odroczonego terminu sprzedaży.

Przykładem programu motywacyjnego może być ten stosowany przez firmę MCI Management SA. Program opcji opiera się na 1,5 mln nowych akcji, które będą emitowane po cenie emisyjnej 1 zł powiększonej o koszty stworzenia programu i emisji akcji. Akcje przeznaczone na program opcji zostały podzielone na 5 równych transz (w latach 2007-2011), których realizacja będzie uzależniona od trwałego przekroczenia przez giełdowy kurs akcji MCI odpowiednich poziomów cenowych. Program opcji wydziela także część akcji do dyspozycji Zarządu MCI Management SA, jako narzędzie do rekrutacji z rynku najlepszych menedżerów inwestycyjnych. Warunek uruchomienia pierwszej transzy za rok 2007 – osiągnięcie średniej ceny 25 zł za akcję spółki z okresu sześciu miesięcy, został spełniony 4 września 2007 roku i spółka jest w trakcie realizacji i szczegółowego przydziału akcji tej transzy. Założenia programu motywacyjnego ustalają znaczące zobowiązania dla wszystkich opcjonariuszy. Jest to 2-letni zakaz obrotu 80% obejmowanych akcji oraz zobowiązanie do współpracy ze spółką przez okres kolejnych 2 lat, obowiązujące od daty spełnienia się warunku danego przyznania.

Jak wynika z obliczeń analityków GazetaPraca.pl w 2007 roku prezes MCI Tomasz Czechowicz kupił w ramach programu opcji w 2007 roku 86400 akcji swojej firmy. Ich wartość nominalna to 1 zł. Od momentu spełnienia warunku uruchomienia pierwszej transzy programu kurs akcji MCI znacznie spadł, osiągając średnią za pierwsze sześć miesięcy 2008 roku 9,9 zł. Gdyby ten poziom utrzymał się przez następne 12 miesięcy, Tomasz Czechowicz mógłby sprzedać swoje akcje po cenie niema dziesięciokrotnie wyższej od ceny zakupu i zarobić około 780 tys. zł. Analizując przypadek Czechowicza trzeba pamiętać, że jest on dominującym właścicielem Czechowicz Ventures Sp. z o.o., która posiada z kolei prawie 39% udziałów w MCI. Dla przykładu inny członek zarządu firmy, Konrad Sitnik wykupił 31503 akcje o nominalnej wartości 1 zł. Jego potencjalny zysk to ćwierć miliona złotych.

Jak zrealizować plany

O ile MCI Management to przykład firmy, której program motywacyjny – w pewnym okresie – przyniósł oczekiwane rezultaty, to BOMI SA jest spółką, gdzie menedżerom, mimo zachęt ze strony właścicieli kierownictwu nie udało się zrealizować zakładanych planów. Głównym warunkiem nabycia 600 000 w cenie 1 zł było osiągnięcie w 2007 roku zysku netto przekraczającego 18 mln złotych. Według wyliczeń analityków GazetaPraca.pl Stanisław Okonek, prezes zarządu, objął 63420 akcji, pozostali członkowie zarządu – po 62500 akcji. Udziały zostały zablokowane na specjalnych rachunkach bankowych. Menedżerowie zyskali prawo do uruchomienia połowy z objętych akcji jeśli tylko na koniec roku 2007 wciąż będą pracowali w BOMI. Druga połowa mogła być uruchomiona w sytuacji spełnienia głównego warunku opisywanego powyżej. Spełnienie pierwszego z warunków było stosunkowo proste i kadra zarządzająca spółką otrzymała prawo dysponowania swoimi akcjami. Drugi okazał się znacznie trudniejszy. Firma osiągnęła w 2007 roku zysk w wysokości 17 mln złotych, czyli o milion mniej niż oczekiwali akcjonariusze. Zamiast po około 1,5 mln złotych prezes Okonek i pozostali członkowie zarządu mogą zarobić połowę z tej kwoty.

Nie zawsze jest różowo

Wynagradzanie menedżerów udziałami spółki niesie za sobą różne niebezpieczeństwa. Afery Enronu czy World.com miały swoją prapczyczynę właśnie w programach motywacyjnych. Zarządzający tymi firmami dążyli do zwiększenia wartości swoich akcji za wszelką cenę, posuwając się do fałszowania danych i innych przestępstw. To przypadki skrajne jednak należy pamiętać, że menedżerowie, zwłaszcza mniejszych spółek korzystają z różnych sposobów zwiększenia wartości przyznanych w ramach programu motywacyjnego akcji, opcji na akcje itd.. W większości przypadków po prostu dbają o wyniki spółki, którą zarządzają, a reszty dokonują gracze giełdowi. Czasem zdarza się jednak, że sięgają po środki nie do końca legalne i uczciwe. Przykład: mała spółka na południu Polski, zarządzana od trzech lat przez menedżera z Warszawy będącego w dobrych stosunkach z głównym akcjonariuszem. Menedżer wchodzi w posiadanie akcji firmy, więc zależy mu na ich dobrym kursie. W danym momencie dla właściciela i dla menedżera ważny jest jednak tylko krótki okres. Chodzi o wywindowanie kursu i zyskowną sprzedaż części posiadanych udziałów. Dla giełdowych graczy impulsem może być na przykład zapowiedź przejęcia firmy przez zagranicznego inwestora. Korzystając ze swoich kontaktów prezes namawia więc znajomego przedsiębiorcę z Wysp Brytyjskich do przesłania zapytania ofertowego, które następnie upublicznia. Wypuszcza też z firmy informacje o tym, że negocjacje trwają i mają pełne szanse zakończyć się powodzeniem. Kurs akcji rośnie, menedżer i akcjonariusz keszują swoje udziały zgarniając kasę. Wkrótce okazuje się, że z przejęcia nic nie wyjdzie. Innym impulsem wzrostu kursu może być doniesienie o zamiarze podpisania znakomitego kontraktu na wschodzie. Mechanizm jest ten sam – kurs rośnie, zarabiają ludzie kontrolujący spółkę.

Pompowanie kursu akcji i powiększanie zarobków

Do bardziej legalnych sposobów „pompowania” kursu akcji należy poprawa wyników finansowych w danym roku. Jeśli na przykład wypłata premii z programu motywacyjnego uzależniona jest od osiągnięcia przez spółkę odpowiedniego poziomu cen akcji, menedżerowie mogą zadziałać w taki sposób, żeby wymagania spełnić – w określonym momencie. Może to być drastyczne obniżenie zatrudnienia – czyli zmniejszenie kosztów stałych. Może to być nakręcenie sprzedaży przez wyprzedaż zapasów. W krótkim okresie rezultaty są doskonałe – kurs rośnie, bo większość giełdowych graczy nie prowadzi dokładnych analiz spółek, opierając się jedynie na podstawowych danych. Menedżer zgarnia premię, opcje na akcje, które następnie sprzedaje. W dłuższym jednak czasie skutki mogą być dla spółki niekorzystne. Obniżenie zatrudnienia będzie skutkowało niższą jakością produkcji lub usług, gorszą wydajnością pracy itp. Wyprzedaż zapasów – koniecznością ich uzupełnienia w przyszłości.

Innym sposobem powiększania swoich zarobków przez menedżerów jest praca w podmiotach zależnych od tego, którym zarządzają lub w jakiś sposób z nim związanych. Zarządzający jednoosobowo firmą Sanwil SA z Przemyśla Jacek Rudnicki otrzymał w 2007 roku 48 tys. złotych wynagrodzenia zasadniczego. Pozostałe świadczenia na rzecz prezesa warte były 108 tys. złotych. Z tytułu zasiadania w Radzie Nadzorczej firmy Masters otrzymał Rudnicki dodatkowe 30 tys. złotych.

Jakkolwiek by programy motywacyjne były skonstruowane spory zarobek, na który mogą liczyć menedżerowie wiąże się też z ryzykiem. Dobrym przykładem może być przypadek Renzo Poliego, byłego już prezesa firmy Toora Poland. Jego wynagrodzenie zasadnicze wynosiło w roku 2006 tylko 34 tys. zł, czyli mniej więcej tyle, ile zarabia początkujący księgowy. Tym, co miało Poliego zachęcić do pracy był program motywacyjny, w ramach którego mógł uzyskać ponad 311 tysięcy akcji. W czerwcu 2007 roku notowania spółki na GPW w Warszawie sięgały 25 zł za akcję, co czyniło z Renzo Poliego potencjalnego milionera. Co więcej, menedżerowie spółki uzyskali prawo do realizacji dwóch z trzech transz programu motywacyjnego. Jendak już dwanaście miesięcy później akcje, które posiadali okazały się nic nie wartymi kawałkami zadrukowanego papieru. Toora Poland ogłosiła bankructwo, a akcje zostały wycofane z obrotu publicznego.

za: gazetapraca.pl