Pensje rosną! Ale czy nam się to opłaci?

 Do końca 2008 roku średnie wynagrodzenia w Polsce nadal będą rosły. Ale już wolniej niż w zeszłym roku.
Płacowy boom w kraju to wynik braku wykwalifikowanych pracowników. Jak podała w swoim raporcie firma doradcza KPMG, w ub.r. prawie 60 proc. polskich przedsiębiorstw odczuło brak pracowników. Kandydat, któremu przedstawiono ofertę pracy, odmówił jej przyjęcia aż połowie pracodawców. Powód – wyjazd za granicę. Dlatego o pracowników trzeba specjalnie zabiegać. Większość firm przebadanych przez KPMG uznała, że pracowników zatrzymają w kraju przynajmniej 10-proc. podwyżki. Pensje musiały pójść w górę. Nominalny wzrost płac w zeszłym roku wyniósł prawie 12 proc., co po odjęciu 4 proc. inflacji daje realną wartość 8 proc.
Czy w tym roku podwyżki wyhamują? Na razie nic na to nie wskazuje. Chociaż funt tanieje i część pracowników wróci z Wielkiej Brytanii do Polski, to pensje w kraju nadal rosną. Według GUS średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu tego roku wzrosła o 12,6 proc. w stosunku do tego samego miesiąca 2007 r. i sięgnęła już 3138 zł brutto. – Nie widać, by dynamika wzrostu płac miała zmaleć – uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. – Zostanie utrzymana tendencja zeszłoroczna. Chyba że bardzo się pogorszy koniunktura na budowlańców na Wyspach, na co zresztą się zanosi, i mniej ludzi znajdzie tam pracę. Wtedy wrócą do Polski, a to może spowodować zahamowanie podwyżek w sektorze budowlanym i wpłynąć na ogólną tendencję – twierdzi Mordasewicz.

O nieznacznym spowolnieniu tempa wzrostu płac może też zdecydować to, że w 2008 r. firmy mają mniej problemów ze znalezieniem pracowników. – Nasyciły się w zeszłym roku, więc będą mniej skłonne dawać podwyżki – uważa ekspert z PKPP Lewiatan. Dlatego wzrost płac będzie trochę niższy niż w ubiegłym roku – wyniesie ok. 11 proc. Te szacunki potwierdza Kazimierz Sedlak z firmy Sedlak & Sedlak, właściciel portalu Wynagrodzenia.pl. Ale niższe tempo wzrostu płac będzie – jego zdaniem – efektem rosnącej inflacji.

Podwyżki to radość dla pracowników. Ale dla pracodawców najczęściej oznaczają kłopoty. I to nie z powodu kosztów wynagrodzeń. – W Polsce podwyżki nie oznaczają proporcjonalnego wzrostu wydajności pracownika. Średnie tempo wzrostu wydajności pracy w zeszłym roku wyniosło 4 proc., czyli dwa razy mniej niż realny wzrost płac – twierdzi Mordasewicz z PKPP Lewiatan. Jego zdaniem takie zjawisko może spowodować osłabienie polskich firm: – Zaleją nas tańsze produkty z importu. Wtedy nasze firmy stracą rentowność. Już dziś Polska przestaje być postrzegana jako kraj taniej pracy. Nawet polskie firmy to zrozumiały. Zakłady odzieżowe w Polsce zlecają szycie do Chin, a w kraju zostają działy projektowania, marketingu, dystrybucji. Bo praca w Polsce już nie jest tania. Kiedy podwyżki wyhamują? Eksperci nie są zgodni. Cześć uważa, że już w przyszłym roku wzrost płac spadnie do 6 proc., czyli do planowanego poziomu wzrostu gospodarczego. Większość jest sceptyczna wobec informacji GUS o tym, że w Warszawie pensje rosną coraz wolniej i że inne polskie miasta zaczęły wyprzedzać stolicę pod względem płac. – Wzrost wynagrodzeń w Trójmieście to chwilowa sprawa – uważa Mordasewicz. – Do miasta przyjechało trochę zagranicznych, lepiej płacących firm, więc polskie też wprowadziły podwyżki. To lokalne zawirowania. – Nie do końca wierzę w szybszy wzrost płac w woj. pomorskim i śląskim – twierdzi Kazimierz Sedlak. – Wszędzie na świecie w stolicach płacą najlepiej. Choćby dlatego, że koszty utrzymania są tu najwyższe.

Źródło: Gazeta Wyborcza